Oceniając film, warto zwrócić uwagę na niebanalny scenariusz, w którym melodramatyczny ton jest ograniczony i nie wysuwa się odpychająco na pierwszy plan, co w filmach o pokrewnej tematyce jest dość nagminne. Różne przeplatające się wątki są ciekawe, jedne realne i trochę smutne, drugie nieco naiwne, ale emanujące pozytywną energią, jednakże pierwsze skrzypce gra motyw przewodni, czyli temat niewiast. Odbieram to jako przyzwoite i według mnie nie działa ani na plus, ani nie odbiera wartości dzieła Bresta. Ogromnym pozytywem jest natomiast gra aktorska, a zwłaszcza Ala Pacino, którego kreacja to majstersztyk. Poziom trzyma także Chris O’ Donnell jako nieśmiały, acz charakterny młodzieniec i cała reszta obsady. Możemy także zaobserwować, jak radzi sobie, zdobywając jedne z pierwszych aktorskich szlifów niedawny zdobywca Oscara, Philip Seymour Hoffman w drugoplanowej, aczkolwiek dość istotnej roli. Inne mniej ważne (przynajmniej dla mnie) elementy filmowej sztuki, które żeby specjalnie się nie rozwlekać pominąłem, są na dobrym poziomie, nie podrzędnym czy wybitnym, ale po prostu dobrym. Film pełen smaczków, za które cenię go najbardziej, od których zacząłem i na których skończę.
wtorek, 22 czerwca 2010
Zapach kobiety..
Oceniając film, warto zwrócić uwagę na niebanalny scenariusz, w którym melodramatyczny ton jest ograniczony i nie wysuwa się odpychająco na pierwszy plan, co w filmach o pokrewnej tematyce jest dość nagminne. Różne przeplatające się wątki są ciekawe, jedne realne i trochę smutne, drugie nieco naiwne, ale emanujące pozytywną energią, jednakże pierwsze skrzypce gra motyw przewodni, czyli temat niewiast. Odbieram to jako przyzwoite i według mnie nie działa ani na plus, ani nie odbiera wartości dzieła Bresta. Ogromnym pozytywem jest natomiast gra aktorska, a zwłaszcza Ala Pacino, którego kreacja to majstersztyk. Poziom trzyma także Chris O’ Donnell jako nieśmiały, acz charakterny młodzieniec i cała reszta obsady. Możemy także zaobserwować, jak radzi sobie, zdobywając jedne z pierwszych aktorskich szlifów niedawny zdobywca Oscara, Philip Seymour Hoffman w drugoplanowej, aczkolwiek dość istotnej roli. Inne mniej ważne (przynajmniej dla mnie) elementy filmowej sztuki, które żeby specjalnie się nie rozwlekać pominąłem, są na dobrym poziomie, nie podrzędnym czy wybitnym, ale po prostu dobrym. Film pełen smaczków, za które cenię go najbardziej, od których zacząłem i na których skończę.
Dirty Dancing
"Dirty Dancing" to wzruszająca historia miłości młodej dziewczyny - Baby i przystojnego instruktora tańca. Losy zakochanych oraz ich przyjaciół tworzą doskonałe tło do przedstawionych w filmie prawd dotyczących życia, wielkich idei moralnych oraz walki o swoje przekonania.Główne źródło wszelkich refleksji stanowi Baby, która uczy swojego ukochanego, że warto jest walczyć o szczęście w każdej sytuacji, nawet jeżeli wygrana wydaje się niemożliwa. Uświadamia także swojemu ojcu, że nie potrafi on wprowadzić w życie ideałów, które głosi i których broni przed innymi ... niestety jednak, tylko w słowach. Ścieżka dźwiękowa jest doskonale dopasowana do rozwoju akcji filmu, co cudownie oddaje uczucia bohaterów. Najlepszym przykładem tej idealnej harmonii akcji i muzyki jest piosenka - "Hungry eyes" - brzmiąca w tle widoku coraz bardziej zakochującej się w sobie pary, której oczy są istotnie coraz bardziej "głodne" swojego widoku. Film jest na pewno godny polecenia. Jest wspaniałym melodramatem z tzw. "happy endem", na którym z powodzeniem można sobie popłakać, niesie wartości moralne, oraz wiele prawd dotyczących naszego życia, co z pewnością skłania do refleksji nad własnym postępowaniem, przywraca wiarę w to, że można zwyciężyć, jeżeli tylko ma się siły podjąć walkę i jeżeli bardzo się czegoś chce.
Lepiej późno niż później :)
Redagując informacje o Złotych Globach i Oscarach, zastanawiałam się cóż to za film, którym amerykańscy krytycy tak się zachwycają, okrzykując go najlepszą komedią romantyczną roku a może i nawet dziesięciolecia. Jako fanka talentu Diane Keaton i Jacka Nicholsona z niecierpliwością oczekiwałam więc polskiej premiery "Lepiej późno niż później". Mając jednak na uwadze to, że zbyt często gusta Amerykanów rozmijają się z naszymi, nie byłam pozbawiona obaw. I, jak się okazało, były one uzasadnione. Fabuła filmu nie jest niczym nowym. Scenariusz nie wychyla się ponad przeciętność gatunku. Jedynym, co różni go od zwykłych komedii romantycznych jest fakt, że bohaterowie nie mają 20 lat i nie jest to opowieść o blondynce o wyglądzie modelki i przystojnym bogatym księciu, który próbuje skraść jej serce. Niestety, zmiana wieku postaci nie oznacza, że opowieść staje się świeża i fascynująca.
Przyznam, iż przykro mi było patrzeć na tak cudownych aktorów marnujących się w tej farsie. Nicholson wyglądał tak, jakby zupełnie nie angażował się w historię i nadrabiał tylko miną, sprawiając, iż nagły przypływ uczuć jego bohatera do Eriki był zupełnie niewiarygodny. Trudno go jednak winić obojętność w stosunku do tekstu, w którym główne komediowe sytuacje wynikały z gagów a nie dowcipnych dialogów i którym najśmieszniejszą sceną z jego udziałem była ta, w której biegał z gołymi pośladkami. Nie lepiej jest z Diane Keaton, choć trzeba przyznać, że to ona okazała się główną gwiazda tego filmu i dowiodła, że potrafi sobie znakomicie poradzić nawet z rolą, która wyczerpuje najwyżej 10% jej warsztatu i talentu. Serce się jednak kraje podczas jej występu w przydługiej i irytującej sekwencji, w której jej bohaterka rozpacza po zawodzie miłosnym. Można się wtedy także rozpłakać ale nie ze współczucia dla Eriki a z rozpaczy, że Keaton musiała w czymś takim wziąć udział.
Za wszelką cenę
Film wyraźnie dzieli sie na dwie części. Od pewnego momentu cała historia przybiera niespodziewany obrót i staje się coraz bardziej dramatyczna, choć tak naprawdę obraz Eastwooda wymyka się tego rodzaju klasyfikacjom.
Już dawno nie zdarzyło mi się oglądać filmu tak nieprzewidywalnego, który jednocześnie w tak poruszający sposób przedstawia tragizm ludzkiego losu. Eastwoodowi udało się wykrzesać zadziwiająco wiele z bardzo prostej historii o ludziach, którzy niosą bagaż bolesnych doświadczeń, ale zahartowani potrafią walczyć o swoje, na ringu i w życiu. W „Za wszelką cenę" nie ma efektów specjalnych, ani szczególnie oryginalnego sposobu filmowania. Uwaga widza koncentruje się na aktorach, zwłaszcza na Hilary Swank, która jest rewelacyjna jako Maggi, to niewątpliwie rola na miarę jej talentu.
Wbrew temu, co można by pomyśleć nie jest to film wyłącznie o boksie, a ci, którzy spodziewają się kolejnego scenariusza z cyklu „Rocky" na pewno się zawiodą. Eastwood skupia się zdecydowanie bardziej na emocjach niż na sportowej rywalizacji, nie mniej jednak scen kręconych na ringu widać na ekranie sporo, a walki kobiet są naprawdę krwawe i emocjonujące.
Król lew
Hakuna matata! - chyba nie ma osoby która nie znałaby tego zwrotu :) Król lew to film mojego dzieciństwa, nie wyobrażam sobie nie obejrzeć go kiedy byłam mała, teraz już nie ma takich animacji, w kinie sa bajki o robotach, przemocy itd. a chyba nic nie wzrusza tak jak scena smierci Mufasy. Król lew to piękna bajka nie tylko dla dzieci! Muzykę do Króla Lwa skomponowali Elton John i Hans Zimmer, słowa napisał Tim Rice. Muzyka oraz utwór Can you feel the love tonight zostały uhonorowane dwoma Oscarami za rok 1994 w kategoriach: najlepsza oryginalna muzyka filmowa i najlepsza oryginalna piosenka filmowa. Mylslę, że króle lwa po porstu trzeba objerzeć!
Lektor
Centralną osią dramaturgiczną filmu jest zderzenie czystości młodzieńczego uczucia Michaela z przerażającą prawdą dokonanego przez bohatera odkrycia. Daldry z całą siłą wygrywa dramat wojennej traumy tak jednoznacznie dzielącej pokolenia na dwa przeciwstawne obozy, dla których płaszczyzna porozumienia zdaje się nie istnieć. Lektor precyzyjnie diagnozuje jak bardzo wyraźnie to doświadczenie wpływa na generacje tych, którzy podczas wojny byli dziećmi oraz tych od których ten czas wymagał dokonywania świadomych wyborów. Nieprzypadkowym zamierzeniem twórców było zrównanie perspektywy widza z perspektywą Michaela. Zaburzenie chronologii filmu dodatkowo sprzyja tej strategii odbiorczej, sprawia, że razem z Michaelem poznajemy Hannę już po wojnie. Bohaterka jawi nam się wówczas przede wszystkim jako kobieta, która niecierpliwie łaknie czułości i zainteresowania. I pomimo, że istnieją pewne sygnały, które mogą zdradzać wojenną przeszłość kobiety, tak w momencie, gdy Michael słyszy na sali sądowej Hannę, dramat bohaterów uderza widza w całej swej rozciągłości.
Babel
Czy nasz świat jest wieżą Babel, w której żyjemy na różnych piętrach cywilizacyjnych? Komunikacja między tymi piętrami w wieku XXI istnieje, owszem, ale jest tylko mechaniczna, na poziomie chwilowego porozumienia, bo wzajemne zrozumienie pozostaje niemożliwe. Tak w każdym razie wynika z filmu zatytułowanego symbolicznie "Babel". Meksykański reżyser Alejandro Gonzáles Inárritu przyznaje, że to trzecia część trylogii, którą zamyślił z Guillermo Arriagą, nadzwyczaj płodnym pisarzem i scenarzystą, i którą obaj konsekwentnie w różnych warunkach realizują. Składają się na nią filmy "Amores perros" (2000) i zrealizowana w trzy lata później duża amerykańska produkcja "21 gramów". Choć formuła tych filmów jest podobna - splatające się wątki niezależnych fabuł - "Babel" ma największy rozmach, ponieważ cztery historie rozgrywa na różnych kontynentach. Inicjuje je przypadkowy strzał z karabinu marokańskiego chłopca. W gruncie rzeczy to tylko pretekst, nie temat, widz musi sam odpowiedzieć sobie na pytanie, o co chodzi w tej powikłanej kunsztownie narracji. Odpowiedź bynajmniej nie jest jednoznaczna. Czy o generalną sytuację świata - polityczną i kulturową - która porozumienie utrudnia? A kiedy porozumienie może stać się zrozumieniem? A może chodzi o coś zupełnie innego, o nieubłagane fatum ciążące nad człowiekiem? Jest to bogaty, z pozoru nieskładny film, rozwijający się w różnych kierunkach. Jednak jego ukrytej logiki nie można podważyć. Ciąg powiązanych i wynikających wzajemnie jedna z drugiej sytuacji rozpoczyna niewiele znaczący przypadek: oto japoński myśliwy po sezonie łowieckim daje w prezencie strzelbę marokańskiemu przewodnikowi. Po czym przewodnik sprzedaje broń pasterzowi, który z kolei daje ją synom pilnującym stada kóz w górach, żeby strzelali do szakali. Chłopcy, jak to chłopcy, strzelają, gdzie się da, także do przejeżdżającego w oddali autobusu. Kula ciężko rani amerykańską turystkę. A to staje się początkiem perypetii już na międzynarodową skalę.
Pamiętnik
to wzruszająca opowieść o poszukiwaniu miłości, o tym, że ludźmi zakochanymi w sobie od pierwszego wejrzenia rządzi siła, zdolna pokonać największe trudności. Być może uznacie, że fabuła jest banalna, bo ona - Allie Nelson - pochodzi z bogatego domu, a on - Noah Calhoun - jest biednym farmerem, marzącym o odrestaurowaniu starej i zniszczonej rezydencji i zamieszkaniu w niej ze swoją ukochaną. I faktycznie, gdyby opowieść była tylko historią ich miłosnych perypetii, zazdrości i namiętności - to byłoby to kolejne romansidło, jakich pełno - nudne i przewidywalne. Ale ta opowieść ma niezwykłe drugie dno - oto na drugiej płaszczyźnie, której akcja dzieje się równolegle, oglądamy dwoje ludzi. Są to staruszkowie, przebywający w domu opieki, którzy poprzez wspólne czytanie pamiętnika, opowiadającego o losach naszych młodych bohaterów, zaprzyjaźniają się i nie wiedzieć czemu stają się dla siebie ważni. Tytułowy pamiętnik i dla jednych, i dla drugich odegra kluczową rolę. Jeżeli chcecie wiedzieć jaką, serdecznie ten film polecam!
Pokuta
Miłość i wojna to dwa nieśmiertelne elementy, które razem czy osobno, pojawiały się w historii kina niezliczoną ilość razy, a i tak zawsze gwarantowały zainteresowanie widzów. W tym filmie jest i jedno, i drugie. Po dodaniu do tego dramatu rozdzielonych przez los pięknych i młodych kochanków oraz moralnych zmagań z winą, karą i próbą zadośćuczynienia otrzymujemy gotowy przepis na sukces.
„Pokuta“ wyraźnie rozpada się na dwie, stylistycznie odrębne, części. Pierwsza – rozgrywająca się w majątku – to realistyczny dramat namiętności. Część wojenna ze zdjęciami w tonacji sepi i przeładowana symboliką robi się coraz mniej realna. Wątpliwości może budzić nawet scena ukazująca dramat angielskich żołnierzy czekających na ewakuację z plaż Dunkierki. Od strony technicznej jest perfekcyjna – nakręcona bez cięć, jako jedno, trwające pięć minut, ujęcie. Ale jednocześnie jest w niej coś sztucznego, teatralnego. To rozbicie nie jest jednak błędem! Ma związek z drugim dnem filmu. Bo „Pokuta“ nie jest tylko melodramatyczną opowieścią o tragicznej miłości. Podobnie jak powieść McEwana, film zmierza się z tematem relatywizmu postrzegania oraz niebezpiecznymi związkami literatury i życia. Na ile może pozwolić sobie pisarz, opisując prawdziwych ludzi? Gdzie kończy się wolność artysty a zaczyna niedozwolona manipulacja?
Pachnidło
Geniusz i obsesja nabierają w obrazie Tykwera charakteru wszechogarniającego żywiołu. Jest to siła, której nic nie jest w stanie powstrzymać i której obojętne są wszelkie normy moralne. Grenouille jest niczym trąba powietrza. Istnieje, ślepo poruszany siłami, których nie rozumie i których nie kontroluje. Ganić go za zniszczenia, jakich dokonuje, to jak ganić tornado za zawalenie się domu. Geniusz jest ponad to. Z destrukcji, którą niesie, niczym feniks z popiołów rodzi się prawdziwy cud. Jednak, jak wszystko inne, tak i to pozostaje poza zasięgiem zrozumienia Grenouille'a. Tak jak zło, tak i dobro ocenić mogą jedynie osoby będące z boku, które nie zostały przeklęte niezwykłym "darem". Kiedy ogląda się życie bohatera, pojawia się w widzu nagląca wątpliwość: Czy warto być osobą wyjątkową, jeśli cena jest aż tak wysoka? Świat wiele zawdzięcza geniuszom, lecz oni na zawsze pozostają outsiderami żyjącymi poza nawiasem społecznych norm i instytucji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)