środa, 23 czerwca 2010

Amelia



Amelia jest nieśmiała. Pracuje w kawiarni i wynajmuje mieszkanie w dzielnicy Montmartre. Chcąc sprawić, by inni poczuli się bardziej szczęśliwi, wymyśla wiele misternych intryg, np. próbuje odnaleźć dorosłego właściciela pudełka z dziecięcymi zabawkami, które znajduje w swoim mieszkaniu, obmyśla genialny plan, by rozbawić ojca, kradnąc jego ulubionego krasnala ogrodowego… Przyjdzie jednak moment, kiedy Amelia będzie musiała zająć się własnym losem i własnym szczęściem. Znajdzie miłość w równie nieśmiałym jak ona młodym Nino (w tej roli Mathieu Kassovitz, reżyser Nienawiści). Amelia to niezwykła i przewrotna komedia romantyczna Jean-Pierre’a Jeuneta, twórcy Delicatessen i Miasta zaginionych dzieci. W tym wyjątkowym filmie groteska, surrealizm, ironia przeplata się z magią i bajkowością. To hymn na cześć życia. Akcja filmu rozgrywa się na poprawionym cyfrowo Montmartre. Na ścieżce dźwiękowej rozbrzmiewa zaś muzyka w stylu retro. Polceam!

(filmweb.pl)

Młodzi gniewni


John Smith w interesujący sposób ukazał starania Louanne, która zaczynała kontakt z klasą od porażek, a skończyła na całkowitej przemianie uczniów. Myślę, że Michelle Pfeiffer dobrze zagrała swoją rolę i ożywiła graną postać. Duży wpływ na to miała już sama charakterystyka bohaterki, bo czy w dzisiejszych czasach łatwo znaleźć kogoś, kto wyciągnie bezinteresownie pomocną dłoń, jedynie dla czyjegoś dobra? Na pewno, ale bardzo o to trudno. Co do reszty obsady aktorskiej - za bardzo mnie nie zachwyciła. Na tle filmowej koleżanki wypadła trochę blado. Lecz są to tylko moje małe spostrzeżenia, które i tak nie psują filmu, i można na nie przymrużyć oko.
Mimo kilku usterek "Młodzi gniewni" są warci obejrzenia. Może nie jest to jakieś wielkie, filmowe widowisko, ale nie jest ono też porażką - po prostu w sam raz na wieczór przed telewizorem. Jako dodatkową zachętę dodam, że obraz otrzymał trzy nominacje MTV Movie Award za najlepszy film, rolę kobiecą (Michelle Pfeiffer) i piosenkę (Gangsta's Paradise).

(filmweb.pl)

Kabaret


"Kabaret" to film genialny. Nie boję się powiedzieć, że jeden z najgenialniejszych w historii. Taki film, dla którego warto było wynaleźć kinematograf. Taki film, przy którym wreszcie ma się wrażenie, że sztuka jest niezbędna człowiekowi do zwykłego funkcjonowania. A cóż o tym decyduje? O, tu już trudniej o analizę. Mamy wszak w filmie trójkąt miłosny - ale ileż to trójkątów oglądaliśmy! Jest też porywająca muzyka i wspaniałe sceny wodewilowe - ale takich akurat szczególnie w teatrach rewiowych nie brakuje. Nazizm również jest tematem przez kino wykorzystywanym z powodzeniem - od komediowo-dramatycznej analizy fenomenu Hitlera w "Dyktatorze", po szukających swej Wunderwaffe nazistów w "Indianie Jonesie".
Żaden film jednak nie pokazuje tak genialnie momentu dojścia hitlerowców do władzy. I, co niezwykłe, "Kabaret", historia muzycznego klubu w Berlinie na początku lat 30. - pokazuje to w sposób delikatny, bez nazwisk, bez żadnych wielkich epopei. W takim oto zwyczajnym klubie śpiewa sobie Sally, młoda Amerykanka (śliczna, naiwna, ale pełna emocji Liza Minnelli, archetyp uwodzicielki). Poznaje ją przyjeżdżający do Berlina zwykły, przeciętny Anglik (York, poprawny). Zawiązuje się romans (z... pewnymi perypetiami), wszystko to dzieje się w onirycznym świecie szalonych lat 30., w takt wariackiej muzyki, w świecie, w który pomału, pomału...
(Filmweb.pl)

Hooligans


Film uznaje za bardzo dobry.Oglądanie go dało mi wiele przejmoności.Uważam,że aktorzy są doskonale dobrani.Charlie Hunnam grający Pete'a to wspaniały aktor.Jego uroko osobisty jest naprawde zniewalający.Chyba nikt nie zdołałby być lepszy w tej roli.Doskonała mimika jego twarzy ukazuje tak różne uczucia.Przedstawiony został jako sympatyczny chłopak,który po meczy zamienia się w wojownika nie dającego za wygraną.Elijah Wood zagrał rónie dobrze.Zauważamy jego przemiane.Na początku cichy chłopiec nie potrafiący się bronić.Potem mężczynza posiadający pewność siebie i chęć walki.Uważam rónież,że pochwała należy się Leo Gregory'emu,który zagrał Bover'a,przyjaciela Pete'a i zagorzałego przeciwnika Matt'a.Scenariusz napisany został przez Lexi Aleksander,korej pomógli w tym Dougie Brimson i Josh Shelov.Urzeka prostotą.Na początku piosenka,która pojawiła się w ostatniej bójce wydawała mi się nie pasująca do sceny,jednak gdy wsłuchałam się w jej słowa zrozumiałam,że to świetny wybór.Film zachęca do przemyśleń.Śmierć Pete'a uświadamia jak takie życie może się skończy,że nie warto walczyć za wszelką cene,czasem trzeba odpuścić,a zemsta do niczego nie prowadzi.

(Filmweb.pl)

Komornik



Pierwsza połowa filmu to przykład świetnie skonstruowanego dramatu obyczajowego z wyraźnie zarysowanym wątkiem społecznym oraz ciekawym, przyciągającym uwagę widza bohaterem. Obserwujemy człowieka, dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Praca i poczucie władzy nad innymi ludźmi wpędzają go w pychę i arogancję, przez co nie dostrzega zagrożenia ze strony zawistnych i uwikłanych we własne gierki kolegów i przełożonych. Historia wciąga i autentycznie angażuje widza. Niestety, tylko do czasu. Kiedy Bohme doznaje objawienia, zaczyna opowiadać o tym, że pokazała mu się Matka Boska grożąc palcem a następnie rozdaje skrzywdzonym przez siebie ludziom pieniądze, "Komornik" z dramatu zmienia się w bajkę, której bliżej do "Wigilijnej opowieści" Dickensa (adresowanej do widzów w każdym wieku) niż poważnej, nawiązującej duchem do kina moralnego niepokoju produkcji. Działania nawróconego komornika są na tyle niewiarygodne, że aż śmieszne.

(Filmweb.pl)

Taxi




Komedia Bessona to jedna z lepszych, o ile nie najlepsza produkcja francuskiego kina rozrywki. Trudno powstrzymać się od stwierdzenia, że wybija się niebanalnym scenariuszem, zdjęciami i efektami specjalnymi, pomimo tego że jak na XXI wiek jest już nieco przestarzała.Po 6 latach Daniel, dostawca pizzy, otrzymuje licencję taksówkarza i zaczyna nowy etap w swoim życiu. Podrasowywuje swojego Peugeota 406 i staje się marsylską legendą. Policjanci głowią się, jak uchwycić tego maniaka prędkości. W końcu Daniel przypadkiem na swojej drodze spotyka nieudacznika Emiliena, który, jak się okazuje, pracuje w policji. W zamian za pomoc w ściganiu Gangu Mercedesa Emilien obiecuje darować wszystkie mandaty i kary za nadmierną prędkość. Złapanie niemieckich opryszków okazuje się trochę bardziej skomplikowane. Znużona amerykańskimi filmami akcji z elementami komedii szukałam czegoś bardziej europejskiego, bliższego memu sercu. I oto znalazłam francuską taksówkę. Trudno nie nazwać jej kultową, bo nawet po wielokrotnym obejrzeniu można się na niej świetnie bawić. Co więcej, nie zauważamy żadnych większych braków, chociaż film jest z 1998 roku!

(filmweb.pl)

Lokatorka



pozywtywnie mnie zaskoczył, najbardziej Travolta, którego nie wyobrażałem sobie w takiej roli, jednak dał rade z tą trudną i łatwą do przekoloryzowania postacią. Gabriel Macht już za to raczej średni, zupełnie bez emocji i doświadczenia, jakim dysponuje Travolta, a scena, w której Lawson opowiada Pursy o powodach przenosin do Nowego Orleanu jest chyba najgorszą i najbardziej sztuczną w filmie... Jednak jego gra nie przeszkadzała w dobrym oddaniu relacji między dwójką przyjaciół - pijaków, ale jednak również romantyków i intelektualistów, którzy zarażają swoją pasją nastoletnią, egoistyczną ignorantkę, jaką była Pursy. Z przyjemnością oglądamy jej przemianę w odpowiedzialną i mądrą, umiejącą wybaczać kobietę, która pomimo wielu krzywd wyrządzonych jej przez rodziców potrafi odnaleźć szczęście przy boku swojego ojca, dzięki czemu spełnia jego największe marzenie. Cała ta historia brzmi nieco tkliwie, sztucznie i jest zupełnie pozbawiona oryginalności, jednak ważne jest tu wykonanie filmu, cała jego atmosfera i lekkość, z jaką opowiedziano tą sztampową historie. Bardzo dobra realizacja i klimat tego filmu sprawił, że nawet typowo melodramatyczne sceny oglądałem bez żadnego zażenowania, a to w mojej ocenie duży plus dla filmu. Kolejny plus należy przyznać muzyce, która w znacznej mierze wpływa na tworzenie owego klimatu, o którym pisałem. Dużo jest w filmie ujęć przedstawiających grające w klubach zespoły, miłośnicy muzyki country oraz nowoorleńskiego jazzu powinni być zachwyceni. ?Lokatorka" jest godnym polecenia filmem szczególnie dla tych, którzy lubią niespieszne tempo narracji i gustują bardziej w nastrojowych dialogach, niż błyskotliwej fabule.

(filmweb.pl)

Gladiator


Na najwyższe uznanie zasługuje Ridley Scott, który po raz kolejny udowodnił, że jest doskonałym reżyserem. "Gladiatora" ogląda się z zapartym tchem i 155 minut projekcji mija prawie niepostrzeżenie. Film wypełniony jest akcją od samego początku po ostatnie minuty seansu. Zaczyna się doskonale pokazaną bitwą w Germanii a kończy nie mniej efektownym pojedynkiem i to właśnie sceny walk są tym, co we mnie wzbudziło największy zachwyt. Scott nie pokazał ich w sposób znany z amerykańskich superprodukcji z poprzednich lat, w których bitwy filmowane były na zasadzie "epizodów" - najpierw pokazywano jeden fragment bitwy, później drugi, a widz miał czas sobie wszystko dokładnie obejrzeć. Tutaj tego nie ma. Ujęcia zmieniają się ekspresowym tempie i niejednokrotnie oko nie jest w stanie nadążyć za pokazywanym obrazem. Dzięki temu reżyserowi udało się przedstawić prawdziwy chaos jakim jest bitwa, czy walka gladiatorów, gdzie nie ma żadnych zasad a liczy się jedynie szybkość i sprawność fizyczna Na pochwałę zasługują również odtwórcy głównych ról. Russel Crowe jako Maximus stworzył jedną z najlepszych kreacji w swojej karierze. Maximus w jego wykonaniu to twardy i niezłomny żołnierz, ale też kochający swoją rodzinę ojciec i mąż, który bardziej nad "wojaczkę" przekłada spokój domowego ogniska. Jego przeciwnik Kommodus, w tej roli Joaquin Phoenix, to szaleniec i tyran, który jest zdolny do największych podłości byle osiągnąć swój cel. Trzeba przyznać, że Phoenix doskonale sprawdził się w roli czarnego charakteru. Patrząc na niego ani przez chwilę nie wątpimy, że mamy do czynienia z człowiekiem gotowym na wszystko. Każdy jego gest, uśmiech, spojrzenie, wszystko to jest podszyte jakimś wewnętrznym złem, którego nie sposób przeoczyć.

(filmweb.pl)

American Beauty



Reżyser pokazuje prawdziwy american dream bez upiększeń. Dream, który podstępnie niszczy człowieka i jego relacje z innymi ludźmi. Na pierwszym planie mamy Lestera (niezapomniany Spacey). Jest on przeciętnym Amerykaninem, przedstawicielem klasy średniej. Ma dobry samochód, niezłą pracę, piękny dom, żonę i córkę. Teoretycznie ma wszystko. Z czasem jednak wszystko przestaje go cieszyć, a żona, obsesyjna pracoholiczka wraz z neurotyczną córka mają go za nieudacznika. W końcu Lester postanawia zmienić swoje nudne życie. Wtedy na horyzoncie pojawia się urodziwa koleżanka córki - Angela, która wszystko zmieni. "American Beauty" to nie film o amerykańskim społeczeństwie, to film o nas wszystkich. O tym, jak bezwzględny pościg za sukcesem i dostatkiem w końcu odbiera nam radość życia. Życia, które powoli ograniczamy do kolejnej skórzanej sofy w salonie i mercedesa w garażu. Jaki jest więc sens egzystencji? Gdzie go szukać, jeśli wszystko wokół wydaje się nudne i bezwartościowe? Dlaczego w dzisiejszym świecie nie możemy być sobą i tak jak bohaterowie filmu z czasem stajemy się niewolnikami pozorów.

(filmweb.pl)

Bękarty wojny


Quentin Tarantino jest bez wątpienia jednym z najbardziej kontrowersyjnych, ale i najbardziej znanych reżyserów Hollywood. Debiutował filmem "Wściekłe psy", później stworzył rewolucyjny "Pulp Fiction", który zdobył nagrodę w Cannes i mocno zamieszał na rynku filmowym. Podobno do swojego najlepszego filmu – "Bękartów wojny" scenariusz zaczął pisać mniej więcej w tym okresie, w którym tworzył "Pulp Fiction" uznawane przez wielu za jego najlepszy film – to się naprawdę czuje!
Tytułowe Bękarty to grupa żołnierzy złożona z amerykańskich Żydów, która z nazistami rozprawiać się chce tak, jak hitlerowcy rozprawiają się ze swoimi wrogami – bez skrupułów i litości. "Nie po to przybyli z Appalachów, przez pięć tysięcy mil oceanu, pół Sycylii, żeby wyskoczyć z pierdolonego samolotu i uczyć nazistów humanitaryzmu" – przywołując słowa dowódcy oddziału porucznika Aldo Raine'a granego przez Brada Pitta. Podczas "podróży" po Francji Bękarty spotykają brytyjskiego komandosa – Archie Hicoxa granego przez Michaela Fassbendera oraz niemiecką aktorkę szpiegującą dla Anglików – Bridget von Hammersmark (w tej roli Diane Kruger).
Jednocześnie oglądamy historię Shosanny Dreyfus, granej przez Mélanie Laurent, która jako jedyna ze swej rodziny zdołała uniknąć egzekucji prowadzonej przez pułkownika SS Hansa Landę, granego przez niezwykłego Christopha Waltza, który odebrał już za swoją rolę Złoty Glob. Shosanna planuje krwawą zemstę na Łowcy Żydów, przez którego zginęła cała jej rodzina. Poznajemy też zafascynowanego młodą właścicielką kina niemieckiego snajpera – głównego bohatera filmu, na premierę którego przyjadą do Paryża najważniejsi ludzie III Rzeszy – Fredericka Zollera (w tej roli Daniel Brühl). Oba wątki łączą się w kulminacyjnej scenie kończącej film.

(filmweb.pl)